Poza dość oczywistymi masochistami, nie ma chyba ludzi, którzy lubią być przyłapani na gorącym uczynku. Przyłapanie czyni sytuację bardzo niezręczną i wszyscy raczej unikamy takich niemiłych zdarzeń.

     Instynkt samozachowawczy, którego resztki ludzkość jeszcze posiada, każe minimalizować liczbę nieprzyjemnych przyłapań. Kto lubi być przyłapanym na kłamstwie? Raczej nikt. Nie bardzo lubimy też, jak nas łapią na mówieniu nieprawdy, bo wtedy mamy zapewniony szybki awans na kłamcę, a w najlepszym wypadku na głąba. Pozwala to mocno wierzyć, że, jeśli tylko cel możemy osiągnąć, mówiąc prawdę, wolimy powiedzieć prawdę.

     Nieprawda zdarza się każdemu, kłamstwo prawie każdemu. Jednak jest olbrzymia różnica między „zdarza się”, a „jest narzędziem”. Nikt z nas nie jest bez grzechu, więc dość łatwo usprawiedliwiamy grzech innych – skoro zdarza mi się palnąć głupstwo, innym też może się zdarzyć; skoro ja czasem jestem zmuszony skłamać, rozumiem, że inni stają czasem przed taką koniecznością. Skoro ja, kłamiąc, mam dobre intencje, on też może kłamać w dobrych intencjach.

     Jednak kłamstwo instytucjonalne, kłamstwo wykorzystywane jako narzędzie jest zupełnie czym innym.Zinstytucjonalizowanie kłamstwa, w sposób bardzo jaskrawy, mówią, że nie ma prawdy potwierdzającej tezę kłamiącej instytucji!

     Niestety nasze oczy do tej jaskrawości już się przyzwyczaiły i słabo ją zauważają. Lata, wieki kłamstw powtarzanych automatycznie, ze świadomością ich nieodzowności uczyniły z nas „odpornych” na kłamstwo. „Odpornych”, czyli przechodzących obok bez zwrócenia uwagi, ale nie odpornych na skutki kłamstwa. Na skutki kłamstwa nie można być odpornym!

     Nawet w tak różnorodnym społeczeństwie, jak amerykańskie, kłamstwo może być powodem do usunięcia ze stanowiska (casus Clintona). A u nas? Bardzo ważne dla państwa osoby postrzegane są, jako kłamiące w żywe oczy i nie dzieje się nic, a nawet akceptacja społeczna dla nich wzrasta! Nie dlatego, że durnie dały się oszukać. Nie dlatego, że zdrajcy dali się przekupić. Dlatego, że tolerujemy kłamstwo.

     Pojedyncze kłamstwo tolerujemy bez zbytnich problemów z moralnością, bez problemów z sensownością, bez problemów z przewidywaniem. Dopiero gdy zauważymy skalę oszustwa jesteśmy nim porażeni. Skala oszustwa pokazuje, że nie byli zmuszeni do kłamstwa, tylko oszukiwali z pełną świadomością. Oszukiwali miliony po to, żeby osiągnąć jakiś cel – swój cel. Ale pokazuje też, że oszukiwali również siebie!

     Historia Polski ostatnich kilkudziesięciu lat przynosi nam porażenia co pewien czas. Co jakiś czas okazuje się, że nie tylko ja widzę, nie tylko ja rozumiem, nie tylko ja jestem ślepy, nie tylko ja jestem głupi. Pojawiają się pytania: „a gdzie byłeś wtedy, gdy kłamano”. Byłem w tym samym miejscu i jak wszyscy tolerowałem pojedyncze kłamstwa. Głupio, ślepo i bez sensu – czyli normalnie. Jednak wiem już, że byłem głupi, ślepy i bez sensu. Ty jeszcze tego nie wiesz! Ty jeszcze nie widzisz różnicy między pojedynczym kłamstwem, a kłamstwem masowym. Kłamstwem, które wydaje się koniecznością, a kłamstwem, które jest środkiem do celu. Jednak daleki jestem od nazwania Ciebie zdrajcą, głupkiem albo zwykłym kłamcą. Ponieważ udało im się oszukać miliony, Ty też jesteś pewnie oszukany.

Prawdziwych kłamców jest kilku, kilkudziesięciu, góra kilkuset.

Prawdziwych zdrajców jest kilku, kilkudziesięciu, góra kilkuset.

Prawdziwych głupków jest kilku, kilkudziesięciu, góra kilkuset.

Reszta to oszukani.